Ranking tanich słuchawek 2026
Czy da się miksować gitary za grosze?
Moi drodzy, najwyższy czas zmierzyć się z pytaniem, które w komentarzach powraca jak bumerang: jakie słuchawki kupić do gitary, domowego studia i pierwszych kroków w home recordingu? Specjalnie dla Was, nie czekając na zmiłowanie losu, kupiłem aż siedem par tanich słuchawek, żeby zrobić rzetelny i – co najważniejsze – w 100% niezależny ranking. Artykuł zawiera reflinki, ale sklep, do którego prowadzą nie miał żadnego wpływu na wynik porównania.
Moim punktem odniesienia są legendarne Sennheisery HD650. To na nich miksuję gitary i kręcę brzmienia do recenzji, bo są płaskie i przewidywalne. Ale czy słuchawki za ułamek ich ceny mogą im chociaż podskoczyć? Wyniki tego testu totalnie mnie zaskoczyły.
Wielkie zaskoczenie: Król jest… z plastiku?
Zacznijmy od absolutnego zwycięzcy. Jeśli szukacie pierwszych słuchawek do studia, nie wahajcie się ani chwili: Superlux HD681F (wersja Flat) to absolutny banger.
Powiem szczerze – wykonanie to czysta tandeta. Plastikowe, skrzypiące, lekkie jak zabawka. Wyglądają, jakby miały się rozpaść od samego patrzenia. Ale jak założycie je na uszy… ciężko uwierzyć! Pod względem profilu – grają niemal identycznie jak moje Sennheisery. Mają ten sam płaski odsłuch, zero zbędnego koloryzowania i idealnie oddają to, co dzieje się w gitarowym paśmie Za te pieniądze? Szok i niedowierzanie.
Wersja HD681B (Balanced) też jest spoko, ale jeśli macie wybierać – bierzcie Flat. Z kolei wersja bez oznaczenia HD681 (Extended Bass) to już dla mnie za dużo „buły” w dole.
Solidni rzemieślnicy: t.bone i Superlux (segment tani Premium)
Na drugim miejscu podium stawiam ex aequo dwie pary, które wyglądają i leżą na głowie znacznie lepiej niż powyższe „plastiki”:
- t.bone HD815: Tu już mamy do czynienia ze sprzętem, który w dotyku sprawia wrażenie premium. Świetne gąbki, odpinany kabel z blokadą – w tych słuchawkach można pracować godzinami. Brzmieniowo? Trochę brakuje im środka, a góra jest lekko przejaskrawiona, ale dół nie muli tak jak w tańszych modelach .
- Superlux HD330 Pro: Półotwarta konstrukcja, która wpuszcza trochę powietrza. Brzmią zdecydowanie lepiej niż ich zamknięty brat (HD660 Pro), bo mają w sobie więcej „soku” i góry zbliżonej do Sennheiserów.
Rozczarowania, czyli co omijać szerokim łukiem
Nie wszystko, co tanie, jest dobre. Moim największym zawodem w tym zestawieniu okazały się:
- t.bone HD515: Brzmią, jakby ktoś narzucił na nie gruby koc. Są przebasowione, dudniące i zmulone u góry. Tomy perkusji brzmią w nich, jakbyście wysypywali wiadro kartofli. Nie polecam.
- Superlux HD660 Pro: Za ostre. Góra po prostu „wali po uszach”. Jeśli ktoś lubi taką żyletę – proszę bardzo, ale do miksowania gitary to kiepski wybór.
Co ja mam w szafie? (Bonus)
Oprócz testowanych modeli, na co dzień używam kilku innych narzędzi. Co ciekawe, moje stare Bayerdynamic DT990 Pro z perspektywy czasu oceniam jako słaby wybór – zbyt jasne i z wyciętym środkiem . Do nagrywania wolę DT770 Pro, bo świetnie izolują.
A jeśli gracie na scenie i szukacie tanich odsłuchów dousznych (IEM)? Zamiast drogich i – moim zdaniem – kiepskich Shure SE215, uderzcie w chińskie KZ ZS10 Pro. Tylko koniecznie dokupcie do nich pianki Comply, bo fabryczne gumki tłumią tragicznie.
Podsumowanie
Ranking jest prosty:
- Miejsce 1 (Król Opłacalności): Superlux HD681F – grają genialnie, mimo że wyglądają jak śmieć.
- Miejsce 2 (Komfort i Solidność): t.bone HD815 lub Superlux HD330 Pro.
- Miejsce 3 (Do ćwiczeń): Superlux HD681B.
Pamiętajcie, dbajcie o słuch!

