Polski wzmacniacz, który wyprzedził konkurencję o dekadę!
Testuję Taurus SH10 Stomp-Head
Rynek sprzętu gitarowego jest brutalny i bezlitosny. Jeżeli sądzicie, że aby zaistnieć w świadomości gitarzystów, wystarczy stworzyć innowacyjny, kapitalnie brzmiący produkt, który rozwiązuje problemy i ma przystępną cenę – to muszę Was zmartwić. Gdy stajecie w szranki z potężnymi korporacjami o gigantycznych budżetach marketingowych, często z góry jesteście na straconej pozycji. Dlatego większość gitarzystów myśli dziś, że za ideą kompaktowych, w pełni analogowych wzmacniaczy podłogowych stoją wielkie, zagraniczne marki w stylu Hughes & Kettner czy Victory.
A wiecie jaka jest prawda? Prawda jest dużo ciekawsza. Pierwszy był Polak i to ponad dekadę temu!
Film powstał we współpracy z firmą Taurus Amplification. Z kodem bazok – otrzymacie 15% zniżki na ich sprzęt (tutaj link do sklepu). Wszystkie opinie zawarte w materiale należą do mnie, a Taurus zgodnie z moimi zasadami nie miał wglądu do filmu przed premierą!
Inżynier, wizjoner i nowa generacja Stomp-Head
Mowa o Adamie Kozakiewiczu, człowieku stojącym za polską marką Taurus Amplification. To inżynier i wizjoner z prawdziwego zdarzenia. Zamiast brać sprawdzone schematy i je lekko modyfikować, on po prostu wymyśla od zera swoje rozwiązania, które ułatwiają nam życie na scenie i w studiu.
Co potrafi ta bestia? Kompletny kombajn pod nogą!
Słuchajcie, SH10 brzmi co najmniej tak dobrze jak poprzednik (tutaj recenzja SH8), ale dostajemy tu znacznie więcej opcji sterowania w czasie rzeczywistym. Na pokładzie mamy dwa w pełni niezależne kanały:
- Kanał czysty (Clean / Crunch) z osobną regulacją gainu i głośności dla trybu Crunch.
- Kanał przesterowany (Overdrive).
Oprócz tego, w SH10 znajdziecie wszystko to, o czym gitarzysta może marzyć. Jest tu świetny i naturalny pogłos, na końcu łańcucha dodano Boost (który świetnie podbija saturację i głośność na solówki), jest bramka szumów, analogowa symulacja kolumny i wyjście na słuchawki. Nie brakuje też pętli efektów czy wejścia AUX.
Jednak absolutnym „game changerem” jest wbudowane na wejściu Servo. To genialny „ulepszacz brzmienia”, który zgrabnie łączy w sobie lekką kompresję równoległą z delikatną korekcją. Włączasz to, ustawiasz na połowę, zapominasz o istnieniu i cieszysz się tym, jak soczyście dźwięk klei się pod palcami. A kiedy to wyłączysz… od razu czujesz, że czegoś brakuje!
Zero kompromisów – moc i design „Premium”
Pan Adam robi rzeczy kompletne, tu nie ma miejsca na półśrodki. Wzmacniacz pracuje w trzech trybach mocy: 60W, 30W i 7W. Co ważne, te 60W to bezpieczna granica, przy której nie przesterowujemy jeszcze końcówki mocy (która realnie potrafi oddać aż 130W!), dzięki czemu w pełnym zakresie zachowujecie krystaliczną jakość dźwięku. Są też dwa filtry Low Cut, które działają w zasadzie jak wbudowany Tube Screamer – odcinają dudniące pasma, idealnie sprawdzając się przy cięższym łojeniu! Z kolei przełącznik na wejściu pozwala dostosować sprzęt pod to, czy masz standardowe czy bardzo mocne (hot) pickupy.
Zwróćcie też uwagę na sam wygląd. Taurus skręca w rewelacyjnym kierunku. Zamiast starych, mocno industrialnych motywów i wszechobecnej surowej blachy, dostajemy tutaj elegancki top z pleksi. Wygląda to super świeżo, „fresh” i po prostu nowocześnie! Mamy czytelne diody (od razu wiemy, w co klikamy), przyjemny opór na gałkach, cichy wentylator i perfekcyjne spasowanie wszystkiego.
Brzmienie? Stworzone pod przester!
Gdybym miał opisać brzmienie Taurusa SH10, to określiłbym je jednym zdaniem: to iście uniwersalna bestia. Od „szklanek” na cleanie, po lejące się, soczyste high gainy. W moim teście na YouTube mogliście posłuchać typowo bazokowego brzmienia, z podkręconym i ładnie wyeksponowanym środkiem. Ale sprzęt jest na tyle elastyczny, że można zagrać na nim dosłownie wszystko. Z racji, że jest to hybrydowy układ z jedną lampą, wzmacniacz jest niesamowicie zwarty, szybki w ataku i sprężysty – nic tu nie muli i nie dusi się przy gęstych riffach.
Bardzo fajnie wypadają wbudowane analogowe symulacje. Do wyboru mamy G12M Creamback oraz V30, w dużym lub małym rozmiarze kolumny. (Ja osobiście uwielbiam tryb dużej paki, bo brzmi mega trójwymiarowo). Magia tkwi w pokrętle miksu Center/Edge, którym sterujemy wirtualnym ustawieniem mikrofonu od osi głośnika, dzięki czemu nic nie „kuje w uszy”.
I wiecie co? Wzmacniacz robi taką robotę, że postanowiłem go sprofilować! Odpowiednie paczki pod Tonexa czy NAM-a możecie zgarnąć w moim sklepie – gwarantuję, że jest grubo!



Posłuchaj więcej próbek Taurus SH10
Podsumowanie
Taurus Stomp-Head 10 to rozwiązanie, w którym nic Was nie zaskoczy. Bierzecie to „pudło”, kabel i gitarę – i możecie grać gdzie tylko dusza zapragnie, obojętnie czy wpinacie się prosto do miksera, w kolumnę gitarową, czy ćwiczycie po nocach na słuchawkach.
Dla mnie wad po prostu brak. A gdy uświadomicie sobie, że ten kombajn kosztuje ok. 3000 złotych, szybko dochodzicie do wniosku, że w tej cenie deklasuje większość zagranicznej konkurencji.
Co więcej, pamiętajcie, że limitowana oferta na ten wzmacniacz pozwala Wam oszczędzić aż 15% z kodem zniżkowym „bazok”! Link do sklepu.
Polacy robią naprawdę świetny, światowej klasy sprzęt. Trzeba to udostępniać i rozgłaśniać. A moje hasło na dziś to: Taurus to byczy innowator z Pomorza!
Dzięki za wszystko i trzymajcie się ciepło!

