Pierwsza gitara? 11 NAJGŁUPSZYCH błędów przy zakupie (Unikaj ich!)
Jaka gitara na początek? 11 błędów, przez które rzucisz granie
Czy wiedzieliście, że według badań rynkowych aż 90% początkujących gitarzystów rezygnuje z grania w trakcie pierwszego roku? Słuchajcie, większość z nich poddaje się już po trzech miesiącach!
Co jest powodem? Po pierwsze, wiadomo – nie trafili na ten kanał i Muzyczną Drogę. 😉 Ale po drugie: kupili instrumenty, które skutecznie zniechęciły ich do grania. Bierzcie kawki, herbatki w dłoń i lecimy z tematem największych mitów i błędów przy zakupie pierwszego wiosła!
1. „Chcesz zacząć grać? Kup sobie klasyka!”
Nie mam zielonego pojęcia, ile razy widziałem tę poradę w internecie, ale za każdym razem, jak ją widzę, to mną telepie i mam PTSD. To najgorsza porada, jaką można dostać! To trochę tak, jakbyś chciał jeździć na nartach, a ktoś kazałby ci kupić snowboard dla lepszego balansu. Kompletny nonsens!
Kup sobie swój wymarzony instrument. Chcesz łoić rocka na przesterze? Kup elektryka. Chcesz grać przy ognisku akordami? Bierz akustyka. Na każdej gitarze da się zacząć od kompletnego zera, a najlepsza gitara to po prostu ta, po którą chce ci się sięgać.
2. Kupowanie wyłącznie oczami
Gitara ma ci się podobać i ma cię inspirować, jasne. Ale jeśli kompletnie nie zagłębisz się w jej specyfikację, kupisz coś, co totalnie minie się z twoim gustem muzycznym. Chcesz grać Metallicę, a kupujesz Strata z trzema singlami (które na mocnym przesterze będą tylko niemiłosiernie brumić i „pierdzieć”) albo gitarę typu hollow-body, która będzie piszczeć i sprzęgać? Słaby pomysł. Inny klasyk to tania gitara (np. za 1000 zł) z ruchomym mostkiem typu Floyd Rose, którego na początku nie będziesz potrafił nawet nastroić. Na start celujcie w stałe mostki i przetworniki typu humbucker (podwójne cewki) – są najmniej problematyczne.
3. Kupowanie używek w ciemno od osób fizycznych
Nie ma nic złego w używanym sprzęcie – ba, za cenę średniej nowej gitary możesz mieć mega wiosło wyższej klasy (na przykład prosto z Japonii). Ale jeśli szukasz na portalach aukcyjnych i kompletnie się nie znasz, to ostro się przejedziesz. Przesuszone drewno, wystające progi raniące palce, zjechany pręt regulacyjny… Jeśli nie wiesz, na co zwrócić uwagę, weź kogoś do pomocy. Nie rób tego w ciemno!
4. Niedopasowanie gabarytów gitary
Pięciokilogramowa gitara zmasakruje ci kręgosłup. Ciężko się na niej gra nawet na siedząco. Zwracaj też uwagę na wyważenie (np. tanie modele SG potrafią lecieć główką w dół, co jest koszmarnie upierdliwe) i ergonomię – wymyślne, kanciaste kształty na początku bardziej przeszkadzają, niż pomagają. I uwaga do rodziców: nie kupujcie dzieciom pełnowymiarowych gitar (4/4) „na wyrost”. Dziecko rzuci to w kąt po tygodniu.
5. Brak ustawienia u lutnika!
Połowa sukcesu i wygody w graniu to nie to, JAKĄ gitarę kupisz, ale JAK została ona ustawiona. Sklepowe ustawienia często są robione „na odwal się”. Dolicz do budżetu te 200–300 zł, zabierz nowe wiosło do lutnika, niech ustawi odpowiednią akcję strun, menzurę i nieszczęsne siodełko. To oszczędzi wam masy frustracji i bólu palców.
6. Kupowanie chińskich „zestawów” z marketu
Gitara, wzmacniacz, stroik, kabel i pokrowiec – wszystko za 300 zł? To jest chiński szrot, który z instrumentem ma niewiele wspólnego. Nie da się na tym ustawić geometrii, wystają progi i brzmi to tragicznie. Taki sprzęt nadaje się tylko do powieszenia na ścianie. Płacze i zgrzytanie zębami gwarantowane.
7. Przepalanie całej kasy wyłącznie na gitarę
Jeśli grasz na elektryku, musisz pamiętać, że sam instrument to nie wszystko. Gitara + kabel + wzmacniacz to system naczyń połączonych. Jeśli masz wiosło za 1500 zł i wzmacniacz za 100 zł, to nie ma prawa dobrze brzmieć. Podziel budżet z głową: 60-70% na gitarę, a 30-40% na przyzwoity piec.
8. Doktoryzowanie się z drewna
Błąd numer jeden na forach internetowych. Olcha, klon, mahoń… Słuchajcie, w przypadku tanich i średnich gitar elektrycznych, drewno ma naprawdę znikomy wpływ na brzmienie. Dużo ważniejsze są przetworniki, układ i sam kształt gitary. Zostawcie te akademickie dyskusje, a skupcie się na specyfikacji, która realnie wpływa na wasz komfort.
9. Wiara, że tanią gitarę da się łatwo z-upgrade’ować do poziomu PRO
Kupujesz bazę za 500 zł i wsadzasz w nią przetworniki za 1500 zł, nowe klucze i mostek? To wciąż będzie tania gitara, tylko w dziwnym przebraniu. Żeby wymiana osprzętu miała sens, musisz mieć dobrą bazę (wiosło za minimum te 1500–2000 zł). Na początku zostaw śrubokręt i lutownicę w szafie. Masz po prostu grać!
10. Magia logo na główce (oraz sygnatury)
Logo na literę „F” czy „G” budzi emocje, ale pamiętajcie, że te najtańsze modele znanych marek niewiele mają wspólnego ze sprzętem, na którym grają wasi idole. Często płacicie srogi „podatek od marketingu” czy tzw. fame’u. Mniejsi, mniej znani producenci często zaoferują wam nieporównywalnie lepszą jakość w tych samych pieniądzach, bo muszą z tymi gigantami jakoś walczyć.
11. Poleganie na „magii Vintage”
Stare gitary z lat 50. czy 60. (albo robione na ich wzór) są świetne, mają niesamowite mojo i duszę, ale… bywają przestarzałe, toporne i mało ergonomiczne. Sprzęt gitarowy cały czas idzie do przodu. Nowoczesne rozwiązania są zazwyczaj dużo lepiej przemyślane pod kątem wygody i po prostu ułatwią ci start.
SUPER LIFEHACK NA KONIEC!
Mam dla was jeszcze jeden trywialny, ale zmieniający życie trik. Gitara w szafie lub w pokrowcu = brak ćwiczeń.Kupcie sobie statyw! Gitara ma stać na wyciągnięcie ręki, najlepiej już wpięta we wzmacniacz, tak żebyście mogli w każdej chwili odpalić piec na jeden klik i po prostu grać. Zobaczycie, jak diametralnie przyspieszy to wasz progres. Dbajcie też o podstawową higienę – przetrzyjcie struny po każdym graniu, a pożyją dużo dłużej.
Jeśli dotrwaliście aż tutaj, to znaczy, że jesteście wytrwali! Hasło na dzisiaj brzmi: Gitara jest fajna. Trzymajcie się ciepło, łapcie za wiosła i do zobaczenia w kolejnych materiałach!