Spis treści
Ten materiał powstaje specjalnie dla moich wspaniałych Patronów i jest inspiracją do nowego KURSU NA MUZYCZNEJ DRODZE.
Obiecałem wam w tytule odpowiedź na jedno, fundamentalne pytanie: jaka jest najważniejsza umiejętność każdego gitarzysty? Odpowiedź brzmi: umiejętność gry w zespole. Bez względu na to, czy planujecie wielką karierę solową, chcecie być rozchwytywanym sidemanem, czy po prostu gracie dla przyjemności w zaciszu własnego pokoju – zespołowe granie przydaje się absolutnie zawsze. Choćby po to, by zaaranżować własny kawałek czy po prostu równo dograć się do podesłanego backing tracku.
Zrozumieć formę, czyli z czym to się je
Zacznijmy sobie od totalnych podstaw i trzech prostych akordów: e-moll, G-dur i A-dur. Możecie łapać je jako zwykłe chwyty ogniskowe, mogą to być chwyty barre – jak tam wolicie. Umówmy się, że e-moll trwa u nas dwa takty, a G-dur i A-dur po jednym. Włączamy metronom, gramy w standardowym metrum 4/4 (czyli liczymy sobie: raz, dwa, trzy, cztery) i w ten sposób powstaje nam bardzo prosta, nagminnie stosowana w muzyce forma czterotaktowa. Pamiętajcie, żeby podczas grania liczyć na głos i tupać nogą. Angażujemy jak najwięcej elementów do gry, żeby retencja była świetna i żeby to dobrze zapamiętać – znacie te metody z „Muzycznej Drogi”.
Akordy to nie wszystko!
No dobra, gramy te trzy chwyty – i teraz pytanie brzmi: co to właściwie za gatunek muzyczny? Zobaczcie, że same akordy, równe tempo i metrum jeszcze nie wyznaczają nam żadnego konkretnego stylu. Nauka chwytów i trzymania równego tempa o niczym jeszcze nie świadczy.
Cała magia zaczyna się od interpretacji i rytmizacji! Gdy te same trzy akordy zagramy w konkretnym podziale i szybszym tempie, robi nam się z tego nagle punk rock. Zwolnimy trochę, dodamy inny feeling – brzmi jak wczesny rock w stylu Hendrixa czy Rolling Stonesów. Zagrasz krótkie, ucięte uderzenia na wiolinowych strunach? Masz reggae. Zmienisz trochę podział, dodasz inne akcenty – robi się funk. To właśnie rytmizacja i artykulacja decydują o tym, w jakim gatunku się poruszamy.
Warsztat: Rockowy „czołg” i Power Chords
Żeby zbytnio tego nie komplikować i od razu przejść do dobrej zabawy, przerzucamy się na power chordy: E5, G5 oraz A5. Szarpiemy kostką dwie struny na raz i zaczynamy od prostego rockowego akompaniamentu. Ważne jest to, żeby idealnie w punkt zgrać się z metronomem. Tupiesz nogą – noga wyznacza puls utworu! Jeżeli potrafisz, możesz dołożyć tłumienie prawą ręką, czyli tzw. palm muting.
Gitarzyści często mają problem z formą utworu. Świetnie grają izolowane ćwiczenia, ale kiedy przychodzi do zagrania całego kawałka i trzymania się zwrotek czy refrenów – pojawiają się schody. Dlatego w moich lekcjach uwielbiam stosować ćwiczenie na koncentrację: ja gram i nagle przerywam, a ty musisz twardo grać dalej, trzymać puls i zazębić się ze mną, gdy wracam. Jeśli się na tym wyłożysz – znaczy, że straciłeś koncentrację. Nie przejmuj się jednak, to normalna wywrotka na zakręcie. Po to są lekcje na YouTubie, żeby zwalniać, przewijać i próbować ponownie!
Kolejny krok to przejście na rytm ósemkowy. Często w muzyce rockowej stosuje się bicie, które z kolegami nazywamy „czołgiem”. Dzielimy ćwierćnutę na pół i liczymy: „raz i dwa i trzy i cztery i”. Uwaga! Tupiemy wciąż w rytmie metronomu do ćwierćnut. Niech was nie kusi, żeby tupać nogą dwa razy szybciej!
Akcentowanie, smaczki i liczenie
Trzecia „gęstość” tego, co robimy, to wchodzenie w detale, czyli akcentowanie i technika. Gramy przytłumione dźwięki (palm muting), gdy nie ma akcentu, a wypuszczamy je mocniej na konkretne „i” – np. akcentujemy na „raz” oraz „i” po drugim uderzeniu.
Super ważna sprawa: nie liczcie w stylu „raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy-cztery-pięć”, bo to ograniczone myślenie. Liczcie miarowo ósemkami: „raz i dwa i trzy i cztery i”. Dzięki temu będziecie monitorować nie tylko lokalny stan swojej frazy, ale w ujęciu globalnym będziecie dokładnie wiedzieć, w jakim miejscu naszej czterotaktowej formy się znajdujecie.
Mój protip kompozycyjny dla was
Na koniec mam dla was świetną radę, jeśli chodzi o układanie własnych riffów i akompaniamentów. Jeżeli gracie jakiś motyw i wydaje wam się on trochę oklepany, zbyt standardowy albo sztampowy – nie dodawajcie nowych dźwięków. Spróbujcie je pousuwać! Usuwanie wartości rytmicznych z prostych zagrywek potrafi sprawić, że partia robi się dużo ciekawsza. Kilka mocnych akcentów z większą ilością miejsca na dźwięki dopowiedziane w głowie często robi o wiele lepsze wrażenie, niż bezmyślne nadźganie ósemka za ósemką.
Jeżeli dotrwaliście aż do tego momentu, wykonaliście dzisiaj kawał świetnej roboty. Zostawcie koniecznie w komentarzu hasło odcinka: gitara rytmiczna. Dajcie mi też znać, czy odpowiada wam ten format „slow food”, w którym wspólnie krok po kroku ćwiczymy, zamiast lecieć w szybki, pocięty montaż. Moim zdaniem taka metoda znacznie lepiej sprawdza się w przekazywaniu wiedzy w Internecie.
Zachęcam was również do darmowego sprawdzenia mojej platformy „Muzyczna Droga”, a jeśli podoba wam się to, co robię i chcecie mnie wesprzeć, zapraszam w szeregi mojej społeczności – Gitarowych Dzików Bazoka na Patronite.
Gitary w dłoń, trzymajcie się ciepło i do następnego!
Autor wpisu
Bartosz „Bazok” Zelek
Gitarzysta sesyjny, kompozytor i twórca największego w Polsce specjalistycznego kanału gitarowego na YouTube.
Zacznij naukę z Bazokiem →