|

Jak uzyskać brzmienie legendarnych gitarzystów?

Sekrety Van Halena, Steve’a Vaia i The Edge’a

Wracam dzisiaj do jednej z moich ulubionych serii – analizy stylu i brzmienia mistrzów gitary. Często zdarza się, że rozpoznajemy naszego ulubionego gitarzystę po zaledwie jednej nutce. Czasami wynika to z ich unikalnej artykulacji i wtedy wystarczy słuchać i naśladować. Jednak jest też drugi przypadek: charakterystyczny sound bierze się z użytego sprzętu i specyficznego podejścia do jego kręcenia. Tutaj samo ucho nie wystarczy – trzeba przekopać stertę wywiadów, zdjęć ze sceny i artykułów.

Przygotowując się do tego materiału, wsiąkłem w ten temat niesamowicie. Dlatego dzisiaj, z kubkiem kawy w dłoni, chcę się z wami podzielić historią o tym, jak udało mi się uzyskać brzmienia, które do tej pory były przeze mnie nieosiągalne, a przy okazji opowiedzieć wam kilka świetnych anegdot o powstawaniu kultowych procesorów Eventide.

Eddie Van Halen i potęga MicroPitch

Kiedy odpalam fragment „Panamy”, słyszycie to potężne, szerokie rockowe brzmienie. Sęk w tym, że to wcale nie jest zwykły przester z rozkręconego Marshalla Plexi! Kluczem do tego stadionowego charakteru był u Eddiego specyficzny algorytm MicroPitch.

Na czym to polega? Dźwięk gitary jest rozdzielony na lewą i prawą stronę, które są względem siebie delikatnie, na stałe odstrojone i przesunięte o kilkanaście milisekund. Do tej pory próbowałem symulować to chorusami, flangerami czy phaserami. Problem w tym, że te efekty mają obwiednię, która stale faluje. MicroPitch to stałe odstrojenie, które daje niesamowicie szeroką, stabilną ścianę dźwięku. Tego efektu po prostu nie da się podrobić.

Steve Vai i rewolucja diatonicznego harmonizera

Eventide od lat 70. słynie z „Harmonizerów”. Na początku te innowacyjne urządzenia po prostu dogrywały stały interwał do granego dźwięku, np. tercję. I tutaj wkracza niezwykle ciekawa historia. Właściciel Eventide napisał kiedyś do Steve’a Vaia z prośbą o sugestie: co powinno znaleźć się w ich nowych procesorach?

Steve wpadł na rzecz genialną, która dzisiaj wydaje nam się oczywista, ale wtedy była totalną innowacją. Zaproponował, aby harmonizer dogrywał głosy z konkretnej, wybranej skali (np. E-moll). Dzięki temu algorytm na bieżąco analizuje, jaką tercję dobrać, aby utrzymać się w tonacji. Używając algorytmu Diatonic, wpadłem na pomysł, że mogę w pojedynkę brzmieć jak cały zespół Iron Maiden! A wiecie co Vai dostał w zamian za tę rewolucyjną ideę? Jedną jednostkę procesora do swojego studia gratis.

The Edge, Brian Eno i narodziny efektu Shimmer

Przechodząc w strefę delayów, nie można nie wspomnieć o The Edge’u z U2. Jego znak rozpoznawczy to zmodulowane opóźnienia ułożone rytmicznie w ósemkę z kropką oraz zwykłą ósemkę. Kiedyś wymagało to potężnego racka, dziś mam to wszystko spięte w jednym presecie.

Ale to nie wszystko. Wszyscy doskonale znamy z dzisiejszych cyfraków (jak Quad Cortex czy Strymon) „anielski” efekt Shimmer. Mało kto wie, że to właśnie The Edge, współpracując z projektantem i producentem Brianem Eno, stworzył ten efekt od podstaw. Jako całość pojawił się jako pierwszy w procesorze Eventide H3000.

Kosmiczne przestrzenie i synteza gitarowa

Procesory gitarowe często padają ofiarą miniaturyzacji i wyglądają niepozornie, a potrafią zastąpić dwie potężne szafy rackowe. H9 drugiej generacji, którą dostałem od polskiego dystrybutora – Audiostacji – kryje w sobie nie tylko klasykę.

Z pomocą algorytmów takich jak Black Hole potrafię z jednej nuty wykreować gigantyczne, filmowe przestrzenie. Co więcej, śledzenie wysokości dźwięku (tracking) działa tu absolutnie bez pudła, co wykorzystuję w moim solowym projekcie „Bazok”. Świetnie sprawdza się to przy eksperymentach z syntezatorami gitarowymi, gdzie całkowicie przerabiam charakter mojego instrumentu.

Mój patent na nagrywanie – jak ułożyłem tor sygnałowy?

Pewnie zastanawiacie się, jak sprzętowo zrealizowałem próbki do tego materiału. Sprawa jest bardzo prosta i skuteczna:

  1. Gitara ląduje bezpośrednio w IK Multimedia Tonex. Wgrałem tam moje autorskie profile (które możecie zgarnąć w moim sklepie bazok.pl) – to one robią za bazę i brzmienie samego wzmacniacza.
  2. Z Tonexa sygnał wychodzi w stereo do Eventide H9 Gen 2. To on odpowiada za wszystkie przestrzenie, pogłosy, delaye i modulacje.
  3. Z Eventide sygnał leci prosto do interfejsu audio.

Ta kostka zostanie ze mną na dłużej – wpinasz gitarę i od razu czujesz inspirację, ten sprzęt dosłownie sam pisze numery. To dla mnie furtka do tego, co chcę robić w przyszłości: naśladować i replikować brzmienia z legendarnych płyt, żeby móc uczyć się od najlepszych.

Jeżeli dotrwaliście do końca, napiszcie w komentarzu „historyczne brzmienia gitarowe”! Zostawcie łapkę w górę, suba i udostępnijcie ten materiał. Widzimy się w następnym odcinku, cześć!


Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *