Jak grać ciekawy akompaniament na gitarze?

Dzisiaj chcę porozmawiać o rzeczy fundamentalnej, a jednak notorycznie pomijanej i zapomnianej przez większość nauczycieli gitary w polskim internecie. O czym mowa? O akompaniamencie.

Wszyscy ścigamy się, kto szybciej kostkuje, kto płynniej gra legato, sweepy i tapping. Skupiamy się na solówkach, zapominając o najważniejszej technice grania w zespole – o odpowiednim COMPINGU. Chodzi o granie akordów w taki sposób, żeby nie brzmiało to jak w przedszkolu, ale żeby sprawiało wrażenie, że naprawdę wiemy, co robimy na instrumencie.

Jeżeli kiedykolwiek czułeś się zagubiony na jam session lub podczas grania z zespołem, ten materiał jest dla Ciebie. Pokażę Ci, jak sprawić, by zwykły akord Am zabrzmiał o niebo ciekawiej niż do tej pory.

Definicja “ciekawego” grania

Zacznijmy od zdefiniowania, czym w ogóle jest “ciekawy” akompaniament. Dla mnie to taki, który ma w sobie trzy elementy: kontrast, napięcie i rozwiązanie.

Co bardzo interesujące, znajomość Am7 na całym gryfie, we wszystkich możliwych przewrotach, wcale nie da Ci tego kontrastu. Pozwól, że zademonstruję. Mogę znać Am7 perfekcyjnie i grać go w różnych pozycjach… ale to jest nudne [01:34]. Nic się nie zmienia. Nawet jeśli dołożę do tego przewroty, całość pozostaje płaska. Brakuje tu jakiegokolwiek napięcia.

Krok 1: Proste rozszerzenia akordów

Pierwszym krokiem, aby uczynić ten akompaniament choć odrobinę ciekawszym, jest zastosowanie rozszerzeń do akordów. Zamiast grać w kółko Am7, mogę – będąc na przykład w skali doryckiej – dodać sekstę wielką, a potem rozwiązać ją z powrotem na septymę [02:00].

Już samo bawienie się rozszerzeniami, takimi jak seksta, kwarta czy sekunda, sprawia, że słuchacz zaczyna się zastanawiać, dokąd ten akompaniament zmierza. Pojawia się napięcie i pojawia się rozwiązanie.

Krok 2: Prawdziwy majstersztyk – gra trójdźwiękami

Ale prawdziwym majstersztykiem, techniką, która otwiera zupełnie nowe drzwi, jest zastosowanie trójdźwięków ze skali, którą ogrywamy [02:37].

Trzymajmy się naszej skali A doryckiej. Idąc po kolei po jej stopniach, otrzymujemy następujące trójdźwięki: Am, Hm, C-dur, D-dur, Em, F#dim (zmniejszony) i G-dur.

Teraz sedno techniki: Zostawiam sobie dźwięk A w basie (jako stałą nutę pedałową) i zaczynam grać te różne trójdźwięki nad tym basem. Zagram Am przez A – brzmi znajomo. Ale zagram Bm przez A… Słyszysz, jakie to daje fajne napięcie? [03:20]

Muszę tu oddać honor, bo trafiłem na świetną lekcję na kanale Marbinmusic, który fajnie podzielił te trójdźwięki na dwa rodzaje:

  1. Substytucje (Dom): To trójdźwięki, które brzmią jak zastępstwo podstawowego akordu, czyli “w domu”. W naszym A doryckim będą to: Am, C i Em.
  2. Zawieszenia (Napięcie): To trójdźwięki, które tworzą napięcie i zawieszenie, które aż prosi się o rozwiązanie. Będą to: Hm, D, F#dim oraz G.

Dzięki tej wiedzy możemy wreszcie zacząć świadomie STEROWAĆ napięciem w naszym akompaniamencie. Mogę zagrać Am (dom), potem przejść na G (napięcie), potem na D (jeszcze większe napięcie), by finalnie wrócić na C (dom) [04:26]. Cały czas trzymam A w basie, ale mieszam tymi trójdźwiękami na górze, zupełnie jak pianista.

Jeśli grałeś kiedyś bluesa na jamie, na pewno kojarzysz ten rodzaj compingu – te charakterystyczne przesunięcia trójdźwięków dają właśnie ten vibe zawieszenia i rozwiązania.

To Działa Wszędzie!

Ten koncept nie ogranicza się oczywiście do skali doryckiej.

  • Akord A7 (skala A miksolidyjska): Zamiast w kółko tłuc ten sam akord A7, mogę grać naprzemiennie trójdźwięk A (dom) i G (napięcie), cały czas trzymając A w basie [06:47].
  • Akord AMaj7 (skala A jońska): Tutaj trójdźwięki budujące harmonię to m.in. A (dom), E (substytut dominanty) i D (substytut subdominanty). A teraz posłuchaj: gram A, potem E (przez A), potem D (przez A) i wracam na A… Kojarzycie, co to jest? To klasyczna, piękna progresja, którą słyszymy w setkach utworów, oparta dokładnie na tej zasadzie.

Miłej zabawy! Powodzenia.


Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *